piątek, 27 listopada 2015

Porównanie lekkich odżywek w piance pod prysznic do spłukiwania Pantene



Po sześciu tygodniach testowania, przyszedł czas na podsumowanie działania lekkich odżywek w piance Pantene. Na początku wypiszę wszystkie rodzaje odżywek, które są dostępne z tej serii abyście mieli rozeznanie w jakich wariantach występują:

-Intensywna regeneracja do włosów cienkich i zniszczonych









-Aqua light do włosów cienkich ze skłonnością do przetłuszczania się



- Lśniący kolor do włosów delikatnych, farbowanych lub rozjaśnianych



- Większa objętość do włosów cienkich, pozbawionych objętości 



Dostaniemy je w Rossmanie i za pojemność 180 ml zapłacimy 13-15 zł.
Na każdej odżywce, producent pisze praktycznie to samo: że zapewnia włosom delikatnym i cienkim wszystkie składniki odżywcze, bez efektu obciążenia. Że staną się łatwe do rozczesania, jedwabiście miękkie i lekkie.

Sposób użycia na każdym opakowaniu jest prosto i wyraźnie wytłumaczony, a do tego dołączone są rysunki. Moim zdaniem zrobili to celowo, gdyż każdy nauczony jest że pianka do włosów to zwykła pianka, którą nakładamy na włosy i stylizujemy je wedle uznania. W tym przypadku jest nieco inaczej, bo nakładamy piankę, a kiedy wchłonie się we włosy- spłukujemy.

Nie będę rozwodzić się nad każdą odżywką z osobna, ponieważ uważam że działaniem są bardzo do siebie podobne i każda spełnia swoją rolę. Piankę bez trudu da się wycisnąć, nic się nie zacina i nie "pluje" wodą. Na początku może jedynie wystraszyć, bo strzela jak z armaty :) ale to tylko przy pierwszym wyciskaniu. 
   Bardzo spodobała mi się odżywka w takiej formule i nigdy wcześniej nie myślałam, że podobna powstanie. Piankę nakłada się bez problemu i bez problemu spłukuje. Jest bardzo wydajna jak na piankę, a największym plusem jest to, że po aplikacji nic się nam nie lepi i nie klei. Dłoni nie musowo nawet płukać jak po użyciu normalnych odzywek. Po kilku minutach pianka wnika we włosy i po tym czasie można ją już spłukać. Zapachy wszystkich odzywek są bardzo ładne, utrzymują się nawet po wysuszeniu kłaczków co dla mnie jest plusem. Cieszy mnie również to, że ogromnie pomaga w rozczesywaniu włosów i już podczas płukania nie mam z tym problemu.
   Żadna z odżywek nie obciążyła mi nigdy włosów, nie spowodowała alergii, ani nie podrażniła. Stosowałam je w różnych kombinacjach, ale najlepsze efekty dawała przy stosowaniu zgodnym z poleceniem producenta. Przetrzymywałam je nawet do 40 minut, ale końcowy efekt jest taki sam jak po 4 minutach więc nie warto marnować czasu.

Jeśli chodzi o odżywienie to było różnie. Moje rozjaśniane końce potrzebują głębokiej regeneracji i wydaje mi się że w tych partiach odzywka była aż za lekka. Na długości spisywała się świetnie, ale w połączeniu z wcześniejszym naolejowaniem końcówek było naprawdę dobrze. 
   Myślę, że w moim przypadku codzienne jej stosowanie nie byłoby najlepszym rozwiązaniem, bo moje włosy lubią odżywianie bogatymi maskami. Jednak kiedy muszę szybko wyjść i umyć włosy, to zastosowanie takiej pianki jest genialnym rozwiązaniem bo lepiej nałożyć odzywkę, która szybko zadziała, niż nie nałożyć nic po myciu. 

Odżywki sprawdzą się bez wątpienia na włosach o średniej i niskiej porowatości. Moja mama jest nimi zachwycona. Kiedyś nie używała niczego oprócz szamponu, tak teraz stosuje lekkie odzywki w piance Pantene za każdym razem :) Jeszcze trochę i wpadnie we włosomaniactwo :)


Jeśli macie jakieś pytania odnośnie odzywek, to piszcie w komentarzach :)


Razem zemną odżywkę testowały trzy przesympatyczne dziewczęta. Jeśli jesteście ciekawi ich opinii, zajrzyjcie koniecznie do ich wpisów:

Anszpi http://drogadoperfekcyjnychwlosow.blogspot.com/2015/10/niedziela-dla-wosow-30-odzywka-w-piance.html

Panqu http://wlosy-nalogiem.blogspot.com/2015/11/pantene-lekka-odzywka-w-piance.html

Czarna Kawa http://kreconowlosaa.blogspot.com/2015/10/ndw-11-rozdanie-ostatnie-2-dni-na.html


Pozdrawiam :)

poniedziałek, 23 listopada 2015

NDW- odżywianie z maską evolution Hair Fashion



   Kupiłam niedawno odżywczą maskę evolution, która w składzie posiada  min pantenol i hydrolizowaną keratynę. Koleżanka mówiła, że jest to odpowiednik mojej ulubionej maski "intensywne wygładzanie" z Ziaji. Oczywiście składami się różnią, ale działanie jest bardzo porównywalne. Skuszona jej opinią musiałam sama się o tym przekonać. Naolejowałam włosy olejkiem z Yves Rocher i po godzinie zmyłam go pokrzywowym szamponem biedronkowym Family. Nałożyłam maskę obficie na włosy i zawinęłam dodatkowo w czepek. Po 25 minutach poszłam spłukać włosy. Były idealnie rozplątane i mięciutkie. Końce zabezpieczyłam olejkiem Isana, a kiedy trochę podeschły, wysuszyłam je suszarką. Efekt był średni niestety. Włosy stały się tak gładkie, że zrobiło się ich połowę mniej. W dodatku końce i długość były tak lejące, że zbijały się w kolonie.



   Zdjęcie nie oddaje rzeczywistego stanu niestety. Włosy były proste jak nigdy- na kapturze się trochę rozwarstwiły. Końce mogą sprawiać wrażenie przesuszonych i zniszczonych, ale to przez niebieski kolor po piance, który już tak schodzi i teraz daje taką poświatę. Co do dzisiejszego odżywiania to jestem zadowolona w połowie. Maska niesamowicie wygładza, ale aż za bardzo. Następnym razem wypróbuję ją bez wcześniejszego olejowania. Zapachem trochę przypomina Ziaję wspomnianą wcześniej, ale konsystencja już się różni nieco. Skład jest króciutki:




Jak Wasze poczynania pielęgnacyjne? Może miałyście tę maskę?




czwartek, 19 listopada 2015

Kolejny wlosowy trend! Brokat na przedziałku



Powoli odeszły w zapomnienie lakiery do włosów z brokatem, ale to nie znaczy że całkowicie brokat został odrzucony. Dziewczyny szaleją i posypują swoje przedziałki brokatem :) Mi ten nowy trend bardzo się spodobał, ale znajdą się na pewno przeciwnicy tej metody.


Najważniejsze jest to, aby dobrać odpowiedni kolor i teksturę brokatu do naszych włosów. Należy uważać też przy nakładaniu i równomiernie go rozprowadzić, żeby nie wyglądał jak łupież. 


Podobno jest to nawet fajny sposób na zatuszowanie niewielkich odrostów. Jak zabrać się za nałożenie? Bardzo prosto, wystarczy, że nałożymy odpowiednią ilość dobrego żelu do włosów i posypiemy to brokatem. Oczywiście należy chwilę odczekać aż żel wyschnie i w ten sposób utrwali efekt. 


 Dla tych którzy chcą uzyskać łagodniejszy efekt, lakier do włosów będzie najlepszy. Pryskamy przedziałek obficie, ale z umiarem, posypujemy brokatem, a kiedy wyschnie jeszcze raz utrwalamy delikatnie lakierem.


Taka stylizacja fryzury na pewno nie będzie odpowiednia na co dzień, ale sprawdzi się na różnego rodzaju karnawały i bale. Odważni mogą je nosić nawet "co dnia" bo nie ma tu żadnych reguł, ale na pewno będą zwracać na siebie uwagę swoją ekstrawagancją  :)

Marysia Sadowska

Mi bardzo spodobał się taki styl i bacznie będę obserwować postępy w jego rozszerzaniu się. Być może, pokażę Wam niebawem jak taki efekt wygląda u mnie na włosach :)


Co o tym sądzicie? Odważyłybyście się? :)



Pozdrawiam
 

wtorek, 17 listopada 2015

Cyfrowa Falownica do włosów z potrójną głowicą i powłoką ceramiczną pokrytą tourmaline.



    Witajcie Kochani! Przedstawiam Wam dzisiaj urządzenie, które jest mniej znane od prostownicy czy lokówki. Oczywiście mowa tu o falownicy firmy Sapir, która służy do termicznej stylizacji włosów. 


Falownicę kupiłam przez internet za około 100zł.  Jest lekka i wygodnie się ją obsługuje. Kabel tez mnie pozytywnie zaskoczył, bo ma aż 2 metry długości i dodatkowo jest obrotowy dzięki czemu nie będzie się plątał przy pracy. Z dodatkowych informacji jest opcja automatycznego wyłączania po 60 minutach bezużytecznej pracy. Posiada 4 stopnie ustawień temperatury co jest bardzo istotne przy falowaniu włosów cienkich, które zazwyczaj nie potrzebują najwyższych ustawień, a włosów grubych i opornych na stylizację.




   Przy wyborze podobnego urządzenia warto zwrócić uwagę na materiał powłok grzejnych. W tym przypadku jest to ceramika pokryta minerałem tourmaline. Jego kryształki emitują jony ujemne, które pomagają wygładzić włosy uszczelniając łuski, co pomaga utrzymać ich nawilżenie. Płytki z powloką tourmaline są również łagodniejsze niz typowe ceramiczne, gdyż mają mniejsze tarcie przy ciągnięciu włosów przez urządzenie podczas pracy. W efekcie włosy są w lepszej kondycji i mają mniej uszkodzeń pomimo stylizowania fryzury przy użyciu ciepła. 



Na szybko zrobiłam fale na temperaturze 160' abyście mogły mniej więcej zobaczyć efekt. Najładniejsze wychodzą na wyższej temperaturze i przy pomocy kogoś bliskiego, bo samemu ciężko jest pofalować wlosy z tyłu. Nie stosowałam tez żadnych środków do stylizacji i króciutko trzymałam każde pasemko podczas falowania dlatego efekt jest przeciętny. Kiedy włożymy do tego trochę chęci i czasu to wychodzą piękne, pełne fale.





sobota, 14 listopada 2015

NDW- wcierka i maska z surowego ziemniaka



Nie od dziś wiadomo że skrobia ziemniaczana dodana do maski wygładza i uelastycznia włosy. Często wzbogacam nią sklepowe maski, ale dzisiaj skusiłam się na wypróbowanie ziemniaka w postaci surowej. Na początku starłam trzy średnie ziemniaki na tarce na najmniejszych oczkach i nadmiar soku, który wykorzystałam jako wcierka, odlałam do szklanki. Od razu zabrałam się za wcieranie. Płynu było dużo, więc nie oszczędzałam sobie go przy aplikacji :)



Po 25 minutach umyłam włosy szamponem Living Proof i na wilgotne włosy nałożyłam maskę z wcześniej startych ziemniaków, którą wzbogaciłam łyżką maski Vital Derm i Elseve. Zawinęłam włosy na szczycie głowy i założyłam czepek, a na to ręcznik.  Po 40 minutach wszystko bez trudu, dokładnie spłukałam. Zabezpieczyłam końce olejkiem Isana i wysuszyłam włosy suszarką.





Z efektu nie jestem zadowolona. Wygodniejszym rozwiązaniem byłoby zmiksowanie ziemniakow na gładką masę. W postaci startej miałam trochę problem z nałożeniem maski na włosy. Włosy są dziwne i brak im życia. Pozostaję więc wierna skrobi ziemniaczanej :) Ciekawa jestem jedyne wcierki z soku ziemniaka. Może na dłuższą metę sprawdziła by się rewelacyjnie. Czytałam o jego dobroczynnych właściwościach i podobno działa na porost, wypadanie, a nawet na łysienie plackowate.

Może Wy miałyście jakieś doświadczenia z ziemniakiem? :)







  

czwartek, 12 listopada 2015

BingoSpa kuracja dla włosów z 12 ekstraktami roślinnymi- recenzja



   Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją maski do skóry głowy, znanej firmy- BingoSpa. Bardzo przypadła mi do gustu, dlatego chcę się podzielić na jej temat moimi odczuciami.

   Kuracja przeznaczona jest do każdego koloru włosów. Reguluje nawilżenie, wydzielanie sebum, likwiduje podrażnienia skóry, neutralizuje wolne rodniki, poprawia ukrwienie skóry głowy, chroni naturalny odcień włosów. Kuracja kompleksowo uzupełnia niedobór składników niezbędnych do optymalnego odżywiania i kondycjonowania komórek włosów i skóry głowy.

Sposób użycia: nałożyć 1/4 nakrętki na skórę głowy, wmasować i po 10 minutach spłukać. 
Na początku, codziennie przez 5 dni należy powtarzać zabieg, następnie profilaktycznie 1-2 razy w tygodniu. 

  Stosuję odżywkę profilaktycznie (od początku października) 2 razy w tygodniu po umyciu głowy szamponem. Zapach nie jest brzydki, ale przypomina mi aromat proszku do prania. Konsystencja jest trochę lejąca, lecz to ułatwia aplikację i najważniejsze, że nie spływa.


    Skład rzeczywiście kryje w sobie mnóstwo ekstraktów roślinnych, dlatego nie przeciągałam maski na długość w obawie przed wysuszeniem. Na resztę kudełków nakładam inną maskę, zakładam czepek i ręcznik, a dopiero po 20 minutach spłukuję. Włosy po jej użyciu są odbite od nasady i nie przetłuszczają się tak szybko. Po spłukaniu czuć nawilżenie i czystość skóry głowy jak po użyciu toniku na twarzy.  Nie wypowiem się w kwestii wypadania włosów, bo tego problemu nie miałam przed kuracją i najważniejsze że się nie nasiliło. To samo dotyczy łupieżu, którego jeszcze nigdy w życiu nie miałam. tfu tfu tfu, żeby nie zapeszyć...
   


Maskę kupiłam w małym osiedlowym sklepiku za 21 zł. Moim zdaniem cena jest adekwatna do jakości i wydajności jaką jest 1000ml. Według producenta, opakowanie maski ma wystarczyć na 40 użyć. W moim przypadku myślę, że wystarczy mi nawet na więcej i będę mogła jeszcze z kimś się nią podzielić.
   Opakowanie to duży, plastikowy, zakręcany słoik. Posiada tez dodatkowe wieczko, które chroni ją przed ewentualnym wylaniem. 


    Podsumowując jestem zadowolona z kuracji. Mimo iż nie mam problemu z łupieżem i wypadaniem to chętnie po nią sięgam w ramach profilaktycznych. Warto przynajmniej raz w tygodniu odżywić skórę głowy, bo tak samo jak włosy, ona też potrzebuje nawilżenia. Jestem zadowolona z kuracji i polecam ją dosłownie wszystkim.

 Ocena: 5 na 5 gwiazdek


sobota, 7 listopada 2015

NdW- mój hit czyli płukanka z nafty kosmetycznej




   Próbowałam już mieszać naftę z maskami, nakładałam ją solo przed myciem, robiłam z jej dodatkiem domowe maski z żółtkiem i żadna metoda nie daje na moich włosach takiego wygładzenia jak płukanka.
   
Jest ona bardzo prosta w przygotowaniu i nie wymaga dużego wkładu pracy i czasu. Niestety wiele osób jeszcze nie przekonało się do tej metody i nawet nie chce jej wypróbować :)



Ja dzisiaj naolejowałam włosy Amlą z dodatkiem gliceryny i po 2 godzinach umyłam skórę głowy szamponem od Eveline 8w1, a długość zemulgowałam odżywką Garnier ultra Doux z olejkiem avokado i masłem karite.
 Po spłukaniu z włosów odżywki, zawijam je w turban z ręcznika i przygotowuję płukankę. Do miski wlewam około 3 litry wody chłodnej i do tego dwie łyżki nafty kosmetycznej. Całe włosy zanurzam w płukance i polewam też skalp (jeśli macie skórę głowy wrażliwą to zanurzajcie tylko długość). Już podczas zamaczania włosów są one od razu rozplątane i miękkie. Odciskam nadmiar wody z włosów, zakładam ręcznik i wilgotne końce zabezpieczam końce serum silikonowym, w moim przypadku jest to Isana. 
 Włosy wysuszyłam suszarką letnim nawiewem i gotowe. Wiatr popsuł efekt, ale chciałam pokazać Wam zdjęcia w normalnym świetle, a nie z fleszem. Każde zdjęcie oddaje mój prawdziwy kolor włosów (zastanawiam się nad ochłodzeniem go gencjaną). Bez trudu można zauważyć też naturalny kolor włosów, który zapuszczam dokładnie już rok :)






Włosy są bardzo lejące, czuję jak każdy włos jest z osobna dociążony, wygładzony i śliski. Po żadnej masce nie mam nigdy takiego efektu jak po tej płukance. Wykonuję ją raz w tygodniu i pamiętam aby włosy przed jej stosowaniem były odpowiednio nawilżone, w innym przypadku mogą jeszcze bardziej się wysuszyć. Dlatego zawsze przy olejowaniu dodaję gliceryny lub kremu do rąk Isana z mocznikiem.

Zapraszam do przeczytania Mojej Włosowej Historii  KLIK




Jeśli jeszcze nie stosowaliście nafty kosmetycznej w tej formie to bardzo polecam wypróbować :)


  








  

środa, 4 listopada 2015

Miesiąc z glinkami


   Witajcie :) Dzisiaj będzie pierwszy wpis w ramach akcji u Marty KLIK, a tym samym, mała odskocznia od tematu włosowego Możecie jeszcze się zgłaszać tylko do dzisiaj i wcale nie musicie posiadać bloga :) Ja bardzo chętnie się zgłosiłam, bo potrzebowałam motywacji, a wiedziałam że bez tego sama sięgnę po glinkę raz na ruski miesiąc. 

   Fajne jest to że możecie stosować czystą glinkę lub gotowy kosmetyk z jej dodatkiem, a używać możecie ją na każdą część ciała jaką sobie życzycie czy potrzebujecie. Ja bardzo chciałam wypróbować czystą glinkę, ale stacjonarnie nie mogłam na ten czas jej dostać dlatego będę musiała zadowolić się gotową maseczką.


Mowa tu o maseczce do twarzy głęboko oczyszczającej z Avon z serii Planet Spa. Zapłaciłam za nią około 8 zł.  W tubce mieści się 75 ml produktu, który trochę śmierdzi alkoholem, a trochę jakimś zapachem w miarę "luksusowym" :)
   Jeśli już jesteśmy bliżej składu to powiem co godnego uwagi się w nim znajduje. Zaraz po wodzie mamy kaolin, czyli glinkę porcelanową nazywaną też glinką białą. Potem nawilżająca gliceryna i glinka bentonitowa, która między innymi przyspiesza gojenie się ran. Na piątym miejscu w składzie mamy alkohol denat, zaraz po nim glikol butylenowy, który ułatwia penetrację pozostałych składników w głąb skóry i talk. To dopiero połowa składu, ale cieszę się, że chociaż ta pierwsza połowa jest w miarę dobra i rzeczywiście posiada glinki :)

   Producent pisze aby maseczkę stosować 2-3 razy w tygodniu i trzymać na twarzy 5-10 minut. Rozprowadziłam na twarzy równą warstwę maseczki i przetrzymałam ją do 20 minut bo widziałam, że jeszcze nie wszędzie zastygła. Po tym czasie czułam na twarzy ściągnięcie, ale było to całkiem przyjemne :) Dokładnie spłukałam i osuszyłam ręcznikiem buzię. Przyznam że nie łatwo mi się zmywało tę zaschniętą skorupkę, ale powoli dałam radę.


Moje wrażenia: skóra była widocznie napięta i jędrna. Czułam, że jest bardzo dobrze oczyszczona, bo na początku buzia była miejscami zaczerwieniona, ale to dobrze bo wszystko się zgadza z obietnicami producenta.


 Po piętnastu minutach koloryt wyrównał się i twarz wyglądała na wypoczętą i odprężoną mimo iż to był koniec dnia. Niestety nie mam już zdjęć, bo było późno. Cera była zmatowiona, nie było śladu po sebum, ale błyszczała się lecz tak zdrowo.


Na pewno będę stosować maseczkę regularnie. Ciekawa jestem czy przyniesie jakieś pozytywy na mojej tłustej twarzy :)



 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Zapuśćmy się jesiennie- drugi miesiąc zapuszczania



To już drugi miesiąc zapuszczania. Na początku października obcięłam około 2 cm końcówek i "zaczynałam" od 54 centymetrów, mierzonych od linii czoła. Piłam systematycznie herbatkę z pokrzywy i rumianku, po każdym myciu wcierałam w wilgotną skórę głowy Jantar i raz w tygodniu na 20 minut nakładałam tylko na skalp maskę BingoSpa z 12 ekstraktami roślinnymi. Drożdże piłam tylko przez dwa tygodnie, potem zrezygnowałam, bo stwierdziłam że za dużo tego na raz. Dodatkowo zrezygnowałam z białego pieczywa, słodyczy, czipsów, słodkich napojów itp na rzecz warzyw, owoców i chudego mięsa. Efektem tego jest mój drugi mały sukces- w ciągu trzech tygodni zrzuciłam 5 kilogramów :)


   Zdjęcie zrobiłam w startowej koszulce w paski, ale nie odnoszę się do nich, ponieważ wyniki są trochę przekłamane (paski są rozmieszczone co 2 cm). Najbardziej jestem wierna metodzie mierzenia od linii czoła i według pomiaru w tym miesiącu włosy urosły 2,5cm. 

54 cm - 56,5 cm

Akurat na dzisiejszym zdjęciu nie widać spektakularnego przyrostu, ale  postaram się pokazać go na innych zdjęciach w kolejnym wpisie. 

Jakie plany na listopad?

1. Będę kontynuować picie ziółek
2. Wcierkę Jantar zamienię na Seboradin z wyciągiem z drzewa oliwnego i cytrusowego
3. Raz w tygodniu nakładać maskę na skalp Bingo Spa
4. Suplementacja (tran i kwas foliowy)
5. Będę kontynuować zdrową dietę, bo ona w dużej mierze zależy też od kondycji naszych włosów, paznokci i skóry



edit.
wrzucam zdjęcie na którym trochę lepiej prezentuje się moja długość, niestety "zły włosowy dzień", ale każdy miewa gorsze dni :)




Jestem bardzo Ciekawa Waszych wyników :)