piątek, 29 stycznia 2016

14 miesięcy bez rozjaśniania włosów


Ostatni wpis z tej serii był jakieś cztery miesiące temu, dlatego dzisiaj pasowałoby niektóre informacje uaktualnić. Dzisiejszy dzień nie jest tym najlepszym włosowym, bo końce bardzo się postrączkowały i nie wyglądają wyjściowo, ale chyba nie każdy ma same dobre dni. Najważniejsze, że została uchwycona granica między naturalnym, a rozjaśnionym kolorem. Nie mierzę już długości odrostu, ponieważ granica w różnych miejscach różni się i nie ma sensu podawać konkretnych wyników. 
 
po rozpleceniu z warkocza

Teraz prawda wyjdzie na jaw, dlaczego mam dwa kolory włosów :D Pisałam w TYM poście o moich efektach kąpieli rozjaśniającej i tam wyjaśniłam jakim sposobem ją wykonałam, oraz dlaczego nie rozjaśniłam całości. Dla przypomnienia: po zapuszczaniu przez rok naturalnego koloru- postanowiłam całość pofarbować na kolory brązu. Po kilku dniach stwierdziłam, że ten kolor mi nie pasuje i sama w domu wykonałam kąpiel rozjaśniającą. 

 Zdjęcie przed



i po kąpieli rozjaśniającej. To od tego czasu zapuszczam po raz drugi swój naturalny kolor.


Czasem mam wielką ochotę na farbowanie, ale nauczki z przeszłości skutecznie mnie zniechęcają. 
Największym minusem zapuszczania naturalnego koloru jest wieczny oklap przy nasadzie. Czasami włosy nie wytrzymują do wieczora. Kolejnym minusem jest wrażenie odrostu w zimie. Wiele osób ma podobnie, że włosy przy nasadzie (głównie zimą) są bardziej popielate i ciemniejsze o nawet kilka tonów. Na szczęście latem, pod wpływem promieni słonecznych szybko się rozjaśnią i zleją z resztą koloru. 


Gdzieś bliżej nieokreślonej przyszłości zdecyduję się na delikatne pasemka, ale teraz nie zamierzam kombinować i pozwolę mojemu naturalnemu kolorowi rosnąć dalej. 


czwartek, 28 stycznia 2016

Seboradin lotion przeciw wypadaniu włosów z wyciągiem z drzewa oliwnego i cytrusowego




Witajcie Kochani! Dzisiaj przychodzę z recenzją lotionu Seboradin do skóry głowy. 
Wcierka ma bardzo ładny, cytrusowy zapach i chyba to tyle co mogę o niej dobrego powiedzieć. Po prawie dwóch miesiącach kuracji nie zauważyłam żeby w jakikolwiek sposób pozytywnie wpłynęła na wypadanie czy porost włosów. Jestem zawiedziona, ponieważ po przeczytaniu obietnic producenta, wiązałam z tym kosmetykiem duże nadzieje.


"Wskazania: Włosy wypadające i przetłuszczające się. Pielęgnacja wlosów i skóry głowy w przypadku łysienia androgenowego oraz innych rodzajów łysienia. Dla kobiet i mężczyzn.

Działanie i efekty. Lotion to preparat dobierany do skóry głowy. Lucerna jako bogate źródło fitoestrogenów zatrzymuje nadmierne wypadanie włosów pobudza ich odrost oraz wpływa na odbudowę keratyny. Wyciąg z drzewa oliwnego działa antystarzeniowo na mieszki włosowe przedłużający zdolność produkcji nowych włosów. Komplet witamin wzmacnia zakotwiczenie się włosów w cebulce oraz przyspiesza ich odrost. Ekstrakt z drzewa cytrusowego stymuluje wzrost włosów. Wypadanie włosów wyraźnie się zmniejsza; włosy są mocniejsze i bardziej gęste, skuteczność potwierdzona przez niezależne specjalistyczne laboratorium badawcze: test samooceny pod kontrolą dermatologiczna."


   



    Atomizer działa bez zarzutów, ale zbyt szybko i gwałtownie rozpryskuje płyn. Musiałam sobie go przelewać do innego pojemniczka. Starałam się regularnie po każdym myciu włosów aplikować lotion na wilgotną jeszcze skórę głowy. Włosy po użyciu były bardzo tępe i obciążone, szybciej się przetłuszczały i zawsze były oklapnięte. 
   Nie mam problemu z wypadaniem, ale liczyłam, że chociaż trochę się ono zmniejszy. Jeszcze większym zawodem był brak przyspieszenia wzrostu włosów (urosły w ciągu miesiąca standardowy 1 cm). Zostało mi jeszcze połowę płynu, ale nie zamierzam go wylewać, ponieważ był dość drogi (kosztował około 27 zł). Będę pewnie z-używać go przed myciem, albo komuś oddam.
   Wersja z rzepą może okazałaby się lepsza, ale na razie nie mam ochoty na tę firmę, poza tym jestem już w trakcie testowania innej wcierki. 



sobota, 23 stycznia 2016

NDW- ulubiony olej i biovax



Ostatnio zaniedbałam olejowanie i intensywne odżywianie włosów. Przygotowania do ślubu pożerają dużo czasu, dlatego ostatnie moje wpisy dodawałam nieregularnie. Większość zostało już ogarnięte, ale uprzedzam Was, że przez dwa kolejne miesiące mogą się zdarzyć dłuższe przerwy związanej z moją nieobecnością w blogosferze. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i zrozumiecie.

Wracając do dzisiejszej pielęgnacji- z góry mogę powiedzieć, że jestem zadowolona.
Zwilżyłam włosy wodą i nałożyłam na nie łyżkę oleju Amla. Po dwóch godzinach umyłam skórę głowy szamponem Pantene "intensywna regeneracja", a po spłukaniu piany i odsączeniu nadmiaru wody- nałożyłam porcję maski Biovax "Orchid" pod czepek i zimową czapkę. W takim stanie wytrzymałam jakieś 40 minut i spłukałam wszystko dokładnie letnią wodą. Wilgotne końce zabezpieczyłam olejkiem silikonowym Isana i przystąpiłam do suszenia włosów głową w dół.




   Olej Amla nigdy mnie nie zawodzi. Włosy są mięsiste, puszyste i miękkie. Taki efekt najbardziej lubię, ale coraz częściej zastanawiam się nad keratynowym prostowaniem. Po nim włosy na pewno stracą objętość i puszystość, ale wizualnie będą zdrowsze. Sama już nie wiem co lepsze :)

czwartek, 21 stycznia 2016

Migdałowo-waniliowe mydło w płynie Cream Soap jako szampon do włosów.



   Dwa miesiące temu poszłam do Rossmana min. po mydło w płynie do rąk. Akurat była promocja na "Cream Soap" i litr kosztował mnie wtedy niecałe 3 zł. Wróciłam do domu, spojrzałam na skład i pomyślałam, że warto by było użyć go w roli szamponu. 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocoamide DEA, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vanilla Palnifolia Extract, Lactose, Lactis Proteinum, Sodium Stearoyl Lactylate, Glycerin, Sorbitol, PEG-3 Dstearate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Triethylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Benzoic Acid, Citric Acid, Sodium Hydroxide, CI 15985, CI 16035
  
Mama (nie pierwszy i nie ostatni raz) spojrzała się na mnie jak na dziwaka i postanowiła nie odzywać się do mnie do momentu kiedy zobaczy efekt końcowy :) a ja, jak zaplanowałam- tak zrobiłam. 

   Wylałam porcję szamponu na rękę i przystąpiłam do mycia. Miałam oczywiście obawy, że mydło tak skołtuni mi włosy, że nigdy ich nie rozczeszę, albo że będą po wysuszeniu oklapnięte i tępe. Strach powoli zaczął mijać, kiedy podczas mycia miękka i pachnąca piana zaczęła "rosnąć" i otulać każdy mój włos. Mimo obaw, nie nabawiłam się kołtunów i ogólnie wszystko wydawało się być w porządku. Postanowiłam nie nakładać już nic na włosy, aby trzeźwo ocenić sytuację tylko po użyciu mydła. Zabezpieczyłam jedynie końce odrobiną olejku Isana i przystąpiłam do suszenia. Nie miałam, żadnego problemu z rozczesaniem włosów mokrych, ani już suchych
   Mama była zaskoczona i myślała, że jednak nie użyłam tego mydła, bo włosy wyglądały jak po użyciu odżywki. Były sypkie, miękkie, końce idealnie zdyscyplinowane i odpowiednio dociążone. Włosy po myciu wcale nie były obciążone, ani matowe. Byłam w niebo wzięta i zaczęłam stosować mydło jak normalny szampon. Nie mam pojęcia ile razy już go użyłam (na pewno sporo) ale jest bardzo wydajne, a nie oszczędzam go sobie jakoś szczególnie.       

Uważam, że mydło to może równać się z drogimi szamponami, ale to jest tylko moja opinia i u wielu osób może się nie sprawdzić. Nie namawiam Was, ale za tę cenę, nawet jeśli okaże się bublem do mycia włosów- nadal możecie wykorzystać go w zalecany sposób.



piątek, 15 stycznia 2016

Przeprosiłam suszarkę do włosów


   Miesiąc temu postanowiłam zrobić eksperyment polegający na odstawieniu suszarki na rzecz pozostawienia włosów do naturalnego wyschnięcia. Tylko weekendami sięgałam po urządzenie, a w środku tygodnia trzymałam się reguł i myłam włosy troszkę wcześniej, aby nie kłaść się spać z mokrymi. 
   Powyższe zdjęcie przedstawia moje włosy po naturalnym wyschnięciu i rozczesaniu na mokro. Wiele osób na początku włosomaniactwa rezygnuje z suszenia suszarką. Dziś chciałam Wam napisać o moich spostrzeżeniach i wnioskach. Oczywiście wszystkie informacje dotyczą moich włosów i niektóre osoby mogą mieć inne poglądy w tej sprawie.
   Zacznijmy od plusów suszenia suszarką:
-włosy są odbite u nasady i dłużej wydają się być świeże oraz wizualnie jest ich więcej
-mniej się elektryzują i w moim przypadku mniej puszą
-łuski są domknięte w związku z tym wlosy są bardziej lśniące i gładkie
-dłużej pozostają proste
-nie mam problemu z ich rozczesaniem ponieważ robię to kilka razy podczas suszenia

O minusach nie muszę pisać, bo oczywistym jest że suszenie gorącym nawiewem szkodzi włosom, nawilżenie znika, a włos staje się przesuszony i jest bardziej narażony na uszkodzenia. Napiszę jednak o minusach, które zauważyłam kiedy pozostawiałam włosy do naturalnego wyschnięcia:

-końce czasem były nie do rozczesania. Pod palcami czułam jak się łamią i skrzypią. 

-na długości dziwne odkształcenia i doły
-zwiększone puszenie, brak połysku i życia
-przyklap u nasady i szybsze przetłuszczanie 

Tak naprawdę to zazdroszczę wszystkim, którym włosy po takim wyschnięciu wyglądają rewelacyjnie. Czytając Wasze wpisy rzadko kiedy czytam "...i wysuszyłam włosy suszarką..." u mnie takie zdanie możecie znaleźć w każdym poście "Niedzieli Dla Włosów". Trochę czułam się głupio przyznając do tego, bo myślałam że według Waszej opinii wcale nie prowadzę świadomej pielęgnacji. Szereg pielęgnujących zabiegów, a potem suszenie suszarką- to jakby mijało się z celem. Na szczęście mam rozsądek i używam tylko letniego/chłodnego strumienia powietrza. Eksperyment utwierdził mnie w przekonaniu, że suszarka to nie takie straszne zło. Skoro mi służy i lubię swoje włosy po suszarce to nie zrezygnuje z niej nigdy :)

 Włosy po naturalnym wyschnięciu i rozczesane dopiero na sucho.

Jeśli chodzi o dzisiejszą pielęgnację to było skromnie. Włosy umyłam szamponem z biedronki Family pokrzywowym i nałożyłam na 20 minut maskę Ziaja intensywne wygładzanie. Rozczesałam na mokro TT i zabezpieczyłam końce olejkiem Isana. Włosy pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia. 
   Nie jestem zadowolona, ponieważ mimo użycia ulubionej maski włosy są nijakie. Po wysuszeniu ich suszarką, byłoby dobrze i bez żadnych żali.


A Wy używacie suszarek?

niedziela, 10 stycznia 2016

NDW- Fale po ślimaczkach


    Ostatnio moje włosy polubiły pielęgnację bardzo minimalistyczną i wyglądają przy tym bardzo dobrze. Nie muszę ich już olejować co mycie, a cotygodniowe odżywianie maskami w zupełności im wystarcza. Dzisiaj umyłam włosy szamponem drogeryjnym Pantene "intensywna regeneracja" i nałozyłam na kilka minut piankę do spłukiwania z tej samej serii. Zabezpieczyłam jeszcze końce serum Isana i wysuszyłam włosy. Były miłe w dotyku, gładkie i wyglądały bardzo ładnie.


   Z nudów nakręciłam suche już włosy w kilka ślimaczków na palcu, podpięłam małymi klipsami i rozpuściłam po niecałych dwudziestu minutach. Okazało się że włosy jeszcze bardziej wygładziły się i zdyscyplinowały. Niestety był to za krótki czas na to aby się pokręcić, ale efekt fal też mi się podoba.
   Aktualnie jestem bez aparatu, więc pozostaje mi tylko telefon i automatycznie jakość zdjęć jest gorsza.





   Dla tych, którzy może będą mieli pytania odnośnie tego zielonkawego poblasku na końcach- jest to pozostałość po farbowaniu pianką koloryzującą. Na zdjęciach jeszcze przebija jej odcień, ale wcale mi to nie przeszkadza. Wracając do efektu końcowego, muszę przyznać że w takich włosach mogłabym chodzić codziennie. Mam to szczęście, że są bardzo podatne na różnego rodzaju kręcenie, oraz długo utrzymują efekt bez użycia żadnych środków stylizujących. 

Jak Wasze włosy i Niedzielne pielęgnacje?

wtorek, 5 stycznia 2016

Suchy szampon Avon- recenzja



   Od niedawna zostałam fanką suchych szamponów i przetestowałam już kilka z nich. O szamponie z Syoss nawet tutaj nie pisałam, bo nie było o czym. Nigdy więcej po niego nie sięgnę, ponieważ mimo "jako takiego" działania, skończył się po kilku użyciach. O biedronkowym pisałam TUTAJ
- stawiam go na równi z szamponem Batiste. Jak będzie w przypadku Avon? Czy stworzył coś godnego uwagi? Zacznę od podstawowych informacji.



Dostępność: katalogi oraz stoiska Avon
Seria: Advance Techniques
Cena regularna: 23 zł
Cena w promocji: 10.99-16.99 zł
Pojemność: 150 ml

Skład jak na moje oko jest wręcz tragiczny. Praktycznie na początku alkohol denat i zapachy. W tym przypadku proszkiem absorbującym sebum jest skrobia ryżowa, która przy aplikacji jest praktycznie niewidzialna.

Skład: BUTANE, ISOBUTANE, ALCOHOL DENAT, PROPANE, ORYZA SATIVA (RICE) STARCH, ISOPROPYL MIRYSTATE, PARFUM, DICOCOYLETHYL HYDRXYETHYLMONIUM METHOSULFATE, STEARALKONIUM HECTORITE, PROPYLENE GLYCOL, PROPYLENE CARBONATE, CETRIMONIUM CHLORIDE, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, AMYL CINNAMAL, BENZYL ALCOHOL, BENZYLBENZOATE, BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL, CITRAL, CITRONELLOL, COUMARIN, GERANIOL, HEXYL CINNAMAL, LIMONENE, LINALOL. <1026211-002>

   Włosy bezpośrednio po aplikacji robią się zimne i lekko przyprószone szamponem. Po wyczesaniu, są miłe w dotyku, ale sebum nie zostało zadowalająco wchłonięte. Patrząc na zdjęcia różnica jest spora, lecz w porównaniu z innymi szamponami jest bardzo miernie. Zapach ma identyczny jak to ich serum do końcówek w zielonym opakowaniu z pompką. Nie zauważyłam też odbicia od nasady, więc włosy nadają się do związania. Trudno, trochę się zawiodłam bo liczyłam na lepsze efekty.



   Nie mam pojęcia na ile użyć mi wystarczy, ale na pewno dopiszę tę informację w recenzji po skończeniu. Mniemam iż będzie to jedynie kilka aplikacji i z wielką satysfakcją wyrzucę opakowanie do kosza.
Podsumowując: Nie polecam tego szamponu ze względu na cenę i działanie. Dużo lepszym jest ten zielony z biedronki lub niezawodny Batiste.


ocena końcowa 2/5



sobota, 2 stycznia 2016

NDW- maska Garnier Ultra Doux



  
   Święta już odchodzą małymi kroczkami, więc ja także powracam do blogowania. Moją nieobecność chcę wytłumaczyć Wam tym, że mało kiedy byłam w domu dlatego nie mogłam swobodnie usiąść do pisania (rozjazdy po gościach w tym dwudniowe wesele). Włosy w te święta trochę ucierpiały; kilkakrotne kręcenie lokówką i jedno prostowanie, a niestety nie odżywiałam ich aż tak intensywnie co zawsze. Mam nadzieję, że szybko poprawię ich wygląd odpowiednią pielęgnacją.

   Na zwilżone wodą włosy nałożyłam dwie łyżki oleju z Yves Rocher i spędziłam z nim jakieś trzy godzinki. Potem umyłam skórę głowy szamponem Pantene intensywna regeneracja i pod czepek oraz zimową czapkę nałożyłam nową maseczkę Garniera Ultra Doux z olejkiem awokado i masłem karite.
Byłam raczej pewna efektu jaki uzyskam po masce, ponieważ dostępna u nas w Polsce odzywka z tej serii działa na moje włosy wygładzająco, a składami nie różnią się za bardzo. Pewnie niedługo pojawi się recenzja i porównanie odzywki z maską.

   Po spłukaniu maseczki, na chwilę zawinęłam włosy w ręcznik, potem końce zabezpieczyłam serum z Isany i wtarłam ampułkę Radical w skórę głowy (zapomniałam dorzucić jej do zdjęcia). Wilgotne włosy rozczesałam TT i wysuszyłam suszarką. Zdjęcia robiłam telefonem więc są gorszej jakości, ale widać wygładzenie i puszystość w jednym.


Kilka minut po wysuszeniu i niżej po rozpuszczeniu z koczka.



Po koczku nie wyglądają świetnie, ale dziwię się że końce pozostały nadal proste. Najgorzej denerwuje mnie to zniekształcenie przy głowie. Za każdym razem i po każdym koczku mam identyczne co sprawia, że noszę go rzadko i niechętnie. 
Wracając do efektu pielęgnacji muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Włosy na całej długości są miękkie i lśniące. Zaryzykowałabym ze stwierdzeniem, że są ładniejsze niz po odżywce, ale to dopiero pierwsze użycie, a wiadomo wszystko może się jeszcze zmienić.


Może miała któraś z Was tę maseczkę?