wtorek, 7 lutego 2017

Anwen- maska do włosów średnioporowatych - pierwsze użycie i wrażenia


   Kilka godzin temu odebrałam od kuriera przesyłkę ze sklepu internetowego Anwen z maseczką do włosów srednioporowatych. Nie przespałabym chyba nocy jeśli jeszcze dzisiaj bym jej nie sprawdziła na swoich włosach.
   Maska przyszła dobrze zabezpieczona i zapakowana w torebkę papierową, przewiązana fioletową wstążeczką. Całość wyglądała jak prezencik, a takie z nalepką "ANWEN'' mogłabym dostawać codziennie :)


   Szata graficzna jest prześliczna i dopracowana w każdym szczególe. Wygląda na produkt bardzo drogi i luksusowy.


   Skład maski i szczegółowe informacje znajdziecie na stronie sklepanwen.pl więc dzisiaj nie będę się nad tym rozwodzić bo jeszcze nie pora na recenzję, a chodzi o pierwsze efekty.



   Zapach świeżych kwiatów bardzo mi się spodobał. Przynajmniej mój nos tak to wyczuwa :) Maska jest dość gęsta i przyznam, że jestem przyzwyczajona do bardziej wodnistej konsystencji produktów tego typu. Mimo wszystko nakłada się ją z łatwością. Po umyciu włosów szamponem pokrzywowym Family, nałożyłam porcję maseczki na końcówki i przy użyciu płaskiej szczotki wczesywałam ją coraz wyżej, aż do uzyskania piany. Założyłam czepek i po upływie 20 minut spłukałam letnią wodą. Końce zabezpieczyłam olejkiem silikonowym Isana i jak zawsze wysuszyłam włosy suszarką.
   Po pierwszym użyciu jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Włosy są wygładzone, miękkie i lejące.




   Po 30 minutach w luźnym koczku





   Jestem ciekawa Waszych opinii, również tych masek do nisko i wysokoporowatych włosów. Nie umiem wyrazić mojego szczęścia z posiadania tej maski :) Cieszę się razem z Anwen jej sukcesem, a to dopiero początki i za jakiś czas pewnie pojawią się inne perełki.

   A Wy macie ochotę je przetestować? Może u którejś z Was jest już ta maska w posiadaniu?


  

niedziela, 5 lutego 2017

szampon z kotkiem czyli moja walka z łupieżem - recenzja szamponu Catzy do włosów przetłuszczających się




   Dawno mnie tu nie było oj dawno. Nie jestem jednak typem zbyt wylewnym w kwestii moich problemów dlatego wolałam nie pisać nic - niż posty wymuszane. Ostatnie miesiące spędziłam za granicą gdzie towarzyszył mi spory stres. Wszystko to odbiło się również na włosach. W czasie wyjazdu miałam swoje ulubione kosmetyki do pielęgnacji i nie eksperymentowałam z nowościami, a mimo wszystko dostałam silnego łupieżu. Tamtejsza woda też przyczyniła się do powstania tego problemu, ale pozytywnie nastawiona myślą ze wszystko wróci do normy po powrocie do kraju - nie martwilam się niczym. Okazuje się jednak ze to nie taka prosta sprawa pozbyć się łupieżu. Po uswiadomieniu sobie ze nie dam rady sama uporać się z nim- ruszyłam więc ku aptece zaopatrzona w pięć dyszek w kieszeni. Byłam skłonna wydać tyle na sam szampon leczniczy. Farmaceutka zaproponowała mi od razu "szampon z kotkiem". Wyjela wersję zieloną do włosów przetluszczajacych i czerwoną do suchych. W czerwonej nie ma ekstraktów ziołowych, poza tym niczym innym się nie różniły. Nie przeszkadzają mi wyciągi roślinne więc z chęcią wzięłam zieloną wersję. Za 200ml zapłaciłam jedynie 14 zł co mnie pozytywnie zaskoczyło. Jeszcze tego samego dnia przystapilam do mycia.
   Szampon dobrze się pieni i ma odpowiednią konsystencję. Po splukaniu czuć jakby mrowienie które ustępuje po kilku minutach. Bardzo mocno oczyszcza, więc przymusowe jest nałożenie odżywki na długość. Używam go już od ponad dwóch tygodni i mogę stwierdzić ze działa. Łupież zniknął całkowicie, a wraz z nim towarzyszące swędzenie skóry głowy.

   Powoli juz wracam do swoich ulubionych szamponow. Profilaktycznie jedynie sięgam po ten leczniczy i mam nadzieję że pozbędę się problemu raz na zawsze.


   Dawno widzieliście już moje włosy. Więc w dzisiejszym wpisie dołączam kilka fotek. Dwa razy podcinalam końcówki, poza tym nic większego się nie zmieniło w mojej pielęgnacji.




   W następnym wpisie opowiem coś więcej o pielęgnacji i postaram się aby zdjęcia były zrobione w naturalnym świetle.
 Pozdrawiam,
Eulallia